wtorek, 14 kwietnia 2015

Nowi członkowie!

Przepraszam za opóźnienie ale dochodzą:
Lucy:

Nami:

Sanny:

Rufus:



Od Batorego Cd. Sanna

- Oj, sorka- powiedziałem wypluwając oponę
- Nic się nie stało, kim jesteś?-
- Alfą pobliskiego stada. Znaczy się partnerem alfy. A ty?-
- Psem, który się błąka-
- Może chcesz do nas dołączyć?- powiedziałem
Musiałem znowu zanurkować po oponę.
- Pomyślę- odpowiedziała suczka
- Dobrze-
- A co ty robisz?-
- Jak na razie to czyszczę jezioro- uśmiechnąłem się miło

Sanna?

Od Sanny

Kolejny dzień męczącej tułaczki. Kolejny dzień tego bezsensownego przedzierania się przez niezliczone gąszcze i różne wąwozy. Mogłam zostać w starej watasze, ale nie. Moja ciekawość do świata chyba na to nie pozwoliła. Przynajmniej teraz bym sobie siedziała w jaskini, a nie została upieczona na słońcu. Raczej teraz się nie wrócę, zbyt daleko. Popatrzyłam się do tyłu. Świat w tyle wydawał się coraz bardziej ciemniejszy. Odwróciłam się i pomaszerowałam dalej, znów w te chaszcze... Tyle dni podróżowania, i co? Słońce i ta suchość w pysku. Widocznie w moim organizmie nie było wody, której znalezienie teraz graniczyło by z cudem. Ledwo daje radę iść, a co jeszcze szukanie czegoś. Cóż, za tą wyprawę muszę winić tylko siebie. Chciałam się czegoś dowiedzieć, jednak nie wiem nic. Westchnęłam głośno. Łapy zaczęły mi się plątać, co by oznaczało, że jest coraz gorzej. Już wymyślałam kiedyś, jak i dlaczego mogę umrzeć. Teraz na przykład z odwodnienia. Już wyobrażam sobie jak nad moją padliną będą zbierać się sępy. Przynajmniej im się przydam. Nagle zaiskrzyła nadzieja. Zobaczyłam małe jezioro. Może to fatamorgana. Rozejrzałam się. Nie jestem przecież w Afryce. Walnęłam się parę razy w głowę i ostatkiem sił weszłam i położyłam się na wodzie. Było dosyć przyjemnie, do czasu w którym dostałam czymś w brzuch. Warknęłam lekko i podniosłam łeb. Zobaczyłam psa trzymającego coś w łapie

< Ktosiu?>